Wczoraj miałem okazję jechać tą drogą. Po 2 tygodniach, które upłynęły od publikacji zdjęć przez Nowości nie spodziewałem się, że droga będzie "naprawiona", a zaskoczyło mnie jednak coś innego zupełnie innego niż jej stan...
Naprawa drogi miała potrwać do końca miesiąca, a do końca miesiąca pozostały tylko 4 dni. Jeżeli remontem nazwiemy zasypanie powstałych ubytków tłuczniem i położeniem warstwy asfaltu to być może zdążą. Problem według zarządcy drogi będzie tymczasowo rozwiązany, a kierowcy nawet nie zdążą zauważyć kiedy powstaną nowe ubytki na innych odcinkach.
Jechałem wieczorem i spodziewałem się, że miejsca w których droga zrównała się z polem będą odpowiednio oznaczone znakami inforumującymi o uskokach, ubytkach w nawierzchni itd. Stały tylko znaki ograniczające prędkość do 40 km/h i informacje o remoncie. Dla osób, ktore korzystają z tej drogi często takie oznaczenie może i jest wystarczające ale czy ktoś wziął pod uwagę, że jeżdzą po niej także użytkownicy, którzy jadą po raz pierwszy i nie są wystarczająco poinformowani o tym co ich czeka za kilkanaście metrów?
Jak to napisano wyżej ta droga rozpada się nie od dziś. Dopóki wszystko trzymało się całości i nie rozjechało w błocie problem był marginelizowany. Stan tej drogi i wielu innych w Polsce to nie jedyny problem dla ich użytkowników. Płacąc podatki każdy ma prawo oczekiwać, że w zamian otrzyma infrastrukturę, która pozwoli mu się poruszać po drogach bez narażania swojego życia i w drugiej koleności stanu samochodu, a za to odpowiadają zarządcy dróg. Zatem jak wywiązują się ze swoich obowiązków wobec podatników? I to jest problem, dużo większy niż 20 - letnie drogi...