...a mi się podobało

Szczeniackie wygłupy powstały z martwych i stanęły mi w głowie jak żywe

Czasy, kiedy wszystko było możliwe i ta niechęć do bycia dorosłym (bo dorośli we "Włatcach" ... - brrrr) .... i owa wytrwałość w dążeniu do marzeń, szcególnie u Czesia. Czesio to w ogóle szczególny gość. Jego widzenie świata, czasem nieco smutne, ale z reguły pogodne i przychylne i ciekawe tegoż (świata). i to wszystko mimo, iż dobrze wie, że ów padół, czasem, jest "wacka wart". Ta Jego empatia, humor i "miękkość serca", eeech... chciałoby by sie być jak Czesio

Chciałoby się więcej Czesiów spotykać na ulicy.
Co do nagłośnienia, rzeczywiście, ciężko było momentami cokolwiek zrozumieć... a szkoda, bo to jest jedna z mocniejszych stron filmu. Nie chodzi mi tylko o zingliszowane dialogi. Melodia akcentów, dużo mówiła o postaciach: pani Frau, laryngologa, wróżki, czy rodziców Anusiaka.
Jak dla mnie film spoko, jak będzie powtórka, to śmigam jeszcze raz:)