Wiesz, jak ktoś ma dwójkę , trójkę małych dzieci, to nie jest takie proste.
Koła, pływaki, koc, ręczniki prowiant i jeszcze małe brzdące które nie mogą się doczekać kiedy już będą na tej plaży, a na trasie co chwile przemykają w jedną i w drugą z prędkością większą niż dozwolona zimne łokcie. Niejeden rodzic już po takiej przechadzce ma plażowania powyżej uszu.Potem jeszcze trzeba zmusić dzieciaki by bo wodnych szaleństwach chciały wrócić do domu - wejść na górę ładny kawał drogi.
Wydaje mi się że większość rodziców oleje najzwyczajniej apel Pana Burmistrza i pojadą w inne miejsce.Już tak bywało z resztą że sporo górzyniaków można było spotykać chociażby na Piasecznie - bo nie dość że parking nad samą wodą, woda czystsza i ogólnie ładniejsze okoliczności przyrody, to rodziców kosztuje to jedynie pięć złotych dla całej rodziny.A frytki ... tu i tu trzeba je dzieciom kupić.
To tak z własnych spostrzeżeń....
A z własnego doświadczenia to sam zjeżdżam na plażę autem.Pracuję jako ph i prawie cały dzień jestem w trasie, więc jak zjadę do domu przykładowo koło 18-19 to nie mam już mocy by iść "zaledwie" 1,2 km by na kilka minut zamoczyć dupę po całym dniu pracy.Co innego w weekend - na ogół kluczyki od auta wiszą na kołku. W tygodniu jednak nie mam ochoty rezygnować z takiego ułatwienia.