Zaraz mnie, szanowni (brodniccy) pragmatycy, spalicie na stosie (albo skażecie na śmierć głodową

), bo wolałbym, by to Rypin zamiast Brodnicy był grawitacją dla zarówno gospodary wymagającej zabudowy nieużytków, jak i dla wszelakich wiejskich tworów typu dyskoteki, karuzele czy sale projekcyjne dla czipsożerców zwane multikinami. Jakoś nie mam ochoty, by to Brodnica była jeszcze bardziej centralną wioską, choć daje to trochę zysków.
Doceniam nowe miejsca pracy, ale jako pejzażowy włóczęga, nieporównywalnie bardziej cenię sobie piękny, ogólnodostępny kawał natury niż kolejną, paskudną wizualnie fabrykę (jak np. ostatnio wybudowana na Krańcowej za wiaduktem).
Do Rypina nie tak daleko, by wsiąść w auto czy autobus do pracy. 20 km to niewiele więcej niż z jednego krańca Torunia na drugi (Grębocin - Merinoteks to około 15). Może przy okazji powstałaby z martwych kolej pasażerska na tym odcinku

.